O studiowaniu na dwóch kierunkach [WYWIAD]

Bardzo często pytacie nas czy znamy osoby, które studiowały już wcześniej, zanim dostały się na medycynę. Każdego roku część Maturzystów podchodzi do matury, po roku przerwy, a i więcej lat nikogo nie dziwi (uwierzcie 😊). Wielu z nich też ma doświadczenia ze studiowaniem na innych kierunkach.

Wiemy dobrze, że wśród naszych czytelników są osoby, które decyzję o wybraniu studiów medycznych podjęły po jakimś czasie, albo coś przeszkodziło im w realizacji marzeń wcześniej.

Wiemy również doskonale, że wielu z „licealnych” maturzystów obawia się tego, czy jak już na tę medycynę się dostanie to czy nauka nie będzie aby nazbyt absorbująca.

Czy wystarczy mi czasu dla siebie?

Co z moimi pasjami, zainteresowaniami, hobby?

Postanowiliśmy więc przeprowadzić dla Was wywiad ze studentką III roku medycyny z Poznania – Agnieszką, która jednocześnie studiuje dziennie fizjoterapię, ba jest już nawet na V roku!

Zgodnie z zasadą, że najlepiej dowiedzieć się jak coś zrobić, pytając kogoś kto to zrobił postanowiliśmy zapytać jak wygląda codzienna symultaniczna walka na dwóch frontach.

Czy Twoja droga na kierunek lekarski przypominała bardziej prosty zjazd na sankach z osiedlowego pagórka, czy był to bardziej slalom gigant w burzy śnieżnej z zaparowanymi goglami?

Cóż ostatni raz na nartach jeździłam w przedszkolu, także nie wiem czy mam wystarczające doświadczenie, żeby rzetelnie odpowiedzieć, ale domyślam się, że pewnie to coś pomiędzy.

Przede wszystkim zacznijmy od tego, że w mojej głowie decyzja o podjęciu studiów medycznych pojawiła się bardzo późno, dopiero w ostatniej klasie liceum.  Byłam w prawdzie na profilu bio-chem, ale było to jednak Ogólnokształcące Liceum Muzyczne. Praktycznie wszyscy uczniowie w tym liceum z definicji wiążą swoją przyszłość z muzyką, dlaczego więc inaczej miałoby być moim przypadku? Przez 12 lat gra na fortepianie była moją największą pasją.  Musicie wiedzieć trochę o specyfice liceum muzycznego.  W tej szkole oprócz przedmiotów Ogólnokształcących takich jak matematyka, biologia czy chemia, mieliśmy równolegle przedmioty typu kształcenie słuchu, instrument (w moim przypadku fortepian) czy chór. Jak możecie się domyślać taka pasja pochłania wiele czasu, bo nauka nie kończy się w szkole i profesjonalna gra na fortepianie wymaga w wielu ćwiczeń w domu.

 Także mimo obranego profilu do głowy by mi nie przyszło, że mogę iść na inne studia niż te na Akademii Muzycznej.

 Sama nie wiem jak to da się do końca wytłumaczyć, ale w którymś momencie w klasie maturalnej zakiełkowała w mojej głowie myśl, a właściwie jeszcze wówczas pytanie: “co by było, gdybym została lakarzem?”. Ta myśl już nigdy, nie opuściła mojej głowy i mogę domyślać się, że wielu z czytelników portalu namedycyne.pl może mieć podobnie…

 Nie mając wtedy zbytnio pojęcia o tym jak wygląda rekrutacja na studia lekarskie, jak wysokie są progi, jak trzeba się do matury przygotować stwierdziłam, że skoro byłam w miarę dobrą uczennicą to po prostu napiszę maturę i pewnie pójdę na studia…  Oczywiście jak możecie się domyślać rzeczywistość nie była dla mnie tak łaskawa i po prostu najzwyczajniej w świecie nie starczyło mi punktów. Stwierdziłam jednak wtedy, że dam sobie jeszcze rok, no może dwa i w tym czasie pójdę na jakieś studia związane z biologią i chemią (bo pewnie pomoże mi to w poprawianiu matury).  

Swoją drogą tutaj mała dygresja – jeśli tak myślicie, że studiowanie biologii, czy chemii pomoże Wam w poprawianiu matury – to niestety, ale z całą stanowczością muszę stwierdzić, że się mylicie. To jest zupełnie inny materiał, a paradoksalnie większa wiedza (ta “niearkuszowa”) może Wam w zdawaniu matury przeszkodzić.

Wśród moich wyborów na kierunek “awaryjny” znalazły się biologia, chemia, biotechnologia, ratownictwo medyczne i fizjoterapia i tak naprawdę nie wiem czemu padło na tę ostatnią, ale stało się – zostałam studentką fizjoterapii, w sumie to chyba przez przypadek. Nie do końca wiedziałam na czym właściwie ta fizjoterapia polega,  jakiś masaż, rehabilitacja, ćwiczenia na drabinkach, o może będzie basen? – tak sobie myślałam idąc w październiku na pierwsze zajęcia.

Pierwszy semestr, to było dosyć dziwne doświadczenia dla mnie. Nagle po 12 latach przebywania w tym samym środowisku, z tymi samymi ludźmi w szkole muzycznej, znalazłam nowych znajomych –  w dodatku znakomitych, zorganizowanych i nieustannie chętnych do wyjazdów, czy imprez.

Jednak  należę do osób, które Jeśli sobie coś postanowią to będę robić wszystko żeby to osiągnąć. Dlatego myśl o studiach lekarskich po prostu nie dawała mi spokoju. 

Domyślam się, że przygotowywanie się do matury i jednoczesne studiowanie dziennie było bardzo wymagające?

No na pewno nie jest to sprawa łatwa. W moim przypadku pomogło kilka kwestii,  na pewno fakt, że miałam ściśle określony cel, był bardzo pomocny w utrzymaniu samodyscypliny. Jednocześnie bardzo ważna jest umiejętność, rezygnacji, odpuszczania sobie niektórych obowiązków wynikających ze studiowania (oczywiście na tyle na ile jest to możliwe). 

No i udało się, po drugim roku fizjoterapii dostałam się na studia lekarskie. Sprawa była jednak o wiele bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać, z jednej strony spełniłam swoje wieloletnie marzenie, z drugiej strony zdążyłam po prostu bardzo polubić fizjoterapię. Nie mogłam tak z dnia na dzień pogodzić się z myślą, że mogłabym zostawić 2 lata mojego życia i po prostu bardzo rozwijające i pouczające zajęcia. Stwierdziłam, że dokończę przynajmniej licencjat z fizjoterapii. Dlatego na 3 roku studiów przeniosłam się na studia niestacjonarne, jednocześnie studiując lekarski na pierwszym roku.

Co było dla Ciebie najtrudniejsze w tamtym roku?

Chyba fakt, że jeszcze raz musiałam przebrnąć przez te podstawowe przedmioty jak anatomia, która w mojej wyobraźni zawsze wyglądała inaczej niż w rzeczywistości ;).

No i bardzo mi brakowało weekendów – co prawda zjazdy na fizjoterapii odbywały się co dwa tygodnie, ale było to naprawdę męczące. Kończąc tydzień na jednych studiach, już w piątek zaczynając studia zaoczne, po to by w poniedziałek znów wrócić do swoich “stacjonarnych” obowiązków.

Miałaś myśli żeby jednak odpuścić?

A kto z nas ich nie ma? [śmiech]. Jasne, przychodzą gorsze chwile, szczególnie jak jakiś egzamin pójdzie nie po myśli albo coś nie spełni oczekiwań. Zastanawiałam się wtedy po co to robię? Co mi to da? Przecież już będę lekarzem, to wystarczy. Jednak zaraz głowę zajmowały mi bieżące obowiązki, te myśli gdzieś odpływały i tak się toczył ten rok. Ogromne wsparcie miałam też ze strony mojej rodziny.

Minął trzeci rok, zostałaś fizjoterapeutą, ale jesteś aktualnie w momencie kiedy lada moment będziesz magistrem fizjoterapii?

To prawda, nie wiem kiedy to zleciało. O tym, że jednak pójdę na magisterkę z fizjoterapii zdecydowałam ot tak idąc z plecakiem do Santiago de Compostella z moją przyjaciółką. Mówię – na studia zaoczne mnie już nie stać, jedyną opcją jest, że ogarnę studiowanie dwóch kierunków dziennie. Czy to jest w ogóle możliwe? Odpowiadam w skrócie – tak jest możliwe.

Oczywiście w przypadku studiowania dziennie na dwóch kierunkach, często trzeba prosić kogoś o zmianę grupy, terminu zaliczenia, o usprawiedliwienie spóźnienia, po to żeby w dodatku wyjść troszkę wcześniej itd. – nie da się być w dwóch miejscach jednocześnie, ale i do tego można się szybko przyzwyczaić.

Zleciało mi już 1,5 roku, nie będę ukrywać, że pandemia dużo ułatwiła, chociaż przed nią też dawałam radę. Tak jak mówiłam – konieczna jest w tej sytuacji zwyczajnie samodyscyplina, ale też umiejętność odpuszczania, zrozumienia, że pewne rzeczy nie zależą ode mnie.

Kończąc naszą rozmowę, czy polecasz studiowanie dwóch kierunków?

Myślę, że nie da się jednoznacznie komuś powiedzieć “tak, idź w to” lub “nie, to bez sensu”. Jeśli ktoś rozważa studiowanie dwóch kierunków, wydaje mi się, że zawsze powinien sam przed sobą określić sobie, który z nich jest priorytetowy. Nigdy nie ukrywałam, że spełnieniem moich marzeń był kierunek lekarski, a fizjoterapia jest istotnym, nawet bardzo ważnym i cenionym przeze mnie, ale jednak dodatkiem. Oba te kierunki uczą spojrzenia na pacjenta z różnych perspektyw, nieco innego podejścia do leczenia, moim zdaniem uzupełniają się. Jestem wdzięczna za to, że mi się udało. Może powiem w ten sposób – to jest możliwe, niejednokrotnie się udaje, ale zanim podejmiesz decyzję o studiowaniu dwóch kierunków to upewnij się, że jest to dla ciebie rzeczywiście ubogacające, a nie robisz to, bo lubisz, dyplomy, tytuły czy gratulacje od panów w szlafrokach na końcu studiów [śmiech].

Jakie masz plany na najbliższe miesiące?

Przede wszystkim farmakologia na lekarskim. Potem czeka mnie jeszcze obrona pracy magisterskiej i egzamin zawodowy na fizjoterapii. Mam nadzieję jednak, że po tym wszystkim, uda mi się wraz z moim chłopakiem wyjechać na zasłużone wakacje. Także, trzymajcie za mnie kciuki! 

Na pewno będziemy! Powodzenia!

7+