Lekarz na emigracji, czy naprawdę warto? Opinia po 30 latach pracy w Niemczech cz.4

Przed Wami kolejna część wspomnień dr Leszka z pracy w Niemczech. Zachęcamy do lektury wszystkich tych, których temat emigracji w medycynie w interesuje. Oczywiście, jeśli nie znacie tej historii od początku cofnijcie się do części 1!

Po ponad 20 latach pracy w w St.Elsabeth Hospital w B. zmienił pan Szpital. Jaki był powód tej decyzji ?

W St. Elisabeth Hospital przepracowałem ponad 20 lat. Już od początków nowego 100-lecia, w prasie zaczęły pojawiać się tendencje świadczące o zmianach w strukturze Służby Zdrowia. Chodziło o redukcje ilości łóżek w poszczególnych regionach. Tam gdzie ja pracowałem, było rzeczywiście w promieniu 10, 20 km kilka szpitali o podobnej strukturze oddziałów. Liczy się tu jednak nie ilość oddziałów, tylko ilość łóżek. W przypadku oddziału na którym pracowałem chodziło o redukcje ilości łóżek położniczo – ginekologicznych w tym regionie, nie w szpitalu. Nie odgrywała tu żadnej roli strona ekonomiczna, czyli wyniki ekonomiczne, jakie osiągał dany oddział, ilość operacji czy ilość porodów. Nasz oddział był bardzo dobrze obłożony, przy bardzo krótkim okresie pobytu pacjentek na oddziale. To wszystko było nie ważne. Trzeba było zamknąć pewną ilość oddziałów, a więc zlikwidować określoną ilość łóżek. Już wtedy mocno narastała tendencja do przeprowadzania zabiegów, a także porodów ambulatoryjnych. Pomimo, że szybko przestawiliśmy się na te nowe tory i coraz większą ilość pacjentek operowana była ambulatoryjnie, to naciski ze strony władz z Landu NRW trwały. Widząc ten rozwój sytuacji podjąłem decyzje o pożegnaniu się ze szpitalem i tym miastem, które po ponad 20 latach stało się dla mnie prawie jak miastem rodzinnym. Nie przyszło mi to łatwo. Po tylu latach czułem się tam bardzo dobrze. Wspaniały szef, dobre relacje z pielęgniarkami, a przede wszystkim z położnymi. Także personel na bloku operacyjnym, z którym było się przez ten czas w różnych sytuacjach – czasem trudnych, nie łatwo było opuścić.

Na te decyzje miał tez wpływ fakt, ze byłem już wtedy po 50 – ce, co w Niemczech nie jest bez znaczenia. Chętniej zatrudnia się młodszego Oberarzta ( z-ce Chefarzta ) niż takiego jak ja, już po 50-ce. Mój nowy szef, prof. B. był człowiekiem o 10 lat od mnie młodszym. Stanowisko ordynatora objął dokładnie 1 rok wcześniej. Przyszedł do Szpitala w H. z Kliniki Uniwersyteckiej w D. Różnica wieku jaka istniała między nami nie miała ani dla niego, ani dla mnie większego znaczenia. Rozmowa wstępna była sympatyczna, pytania standardowe: czy jestem samodzielny na porodówce, operacje brzuszne, operacje droga pochwową, operacje LSK ( laparoskopowe ), operacje piersi, czy mam doświadczenie w onkologii itd.

Jednego jednak nie potrafiłem ( a on także nie ) – samodzielnie wykonywać znieczulenia zewnątrzoponowego ( PDA – Peridural Anästhesie ). Na tym oddziale już od wielu lat PDA na sali porodowej wykonywali ginekolodzy. Nie jest to w Niemczech powszechne, raczej bym powiedział należy to do rzadkości.

Po miesiącu zostałem zaproszony na rozmowę z Rada Nadzorcza tego szpitala. Było to gremium składające się chyba z 10 osób. Zadawali mi pytania o poprzedniej pracy, o rodzinie, planach na przyszłość itd.. Dobrze wiedziałem, ze wywiad kościelny w Niemczech dobrze działa. Oba szpitale były szpitalami katolickimi. Wystarczył wiec jeden telefon do St. Elisabeth-Hospital aby się dowiedzieć jak przez okres 20 lat sprawował się ten lekarz, który teraz stara się o stanowisko Oberarzta w St. Ansgar-Krankenhaus.

Mój nowy szpital oddalony był od tego pierwszego o nieco ponad 100 km. Pociągnęło to za sobą konieczność sprzedaży naszego domu. Nasze dzieci dom rodzinny już opuściły, wiec był tez już czas aby wreszcie dom sprzedać bo był dla 2 osób za duży. I tak się tez stało.

W nowym szpitalu szybko się zaaklimatyzowałem, prof. B. dawał mi wolną rękę i powierzył mi blok operacyjny, na którym spędzałem 5 dni w tygodniu od 8.00 do czasem późnych godzin popołudniowych. W wątpliwych przypadkach nie było problemu wezwać szefa aby skonsultować wspólne stanowisko lub poprosić o pomoc w trudnych przypadkach. Specjalizujące się koleżanki i koledzy chętnie ze mną pracowali, bo pozwalałem im na samodzielną prace, a oni potrzebowali tego jak ryba wody. Do tej pory nikt im nie pozwalał na wykonywanie operacji brzusznych, pochwowych czy laparoskopowych. Szybko odczytałem ich potrzeby i ich chęć opanowania różnych technik operacyjnych. Oczywiście przy każdym zabiegu operacyjnym byłem obecny i za te zabiegi osobiście odpowiadałem.

Na sali porodowej szybciej od mojego szefa opanowałem samodzielne wykonywanie PDA.

Jak się później okazało, decyzja o opuszczeniu oddziału w St. Elisabeth Hospital była słuszna bo odział ten po 2,5 latach został definitywnie zamknięty.

Izby Lekarskie. Funkcjonują one w Niemczech podobnie jak w Polsce ?

Izby Lekarskie w Niemczech maja o wiele dłuższą historie niż ma to miejsce w Polsce. W zachodnich Niemczech zaraz po kapitulacji w 1945, we wszystkich 3 strefach – amerykańskiej, angielskiej i francuskiej zaczęły funkcjonować pierwsze Izby Lekarskie, które nie miały wtedy jeszcze podstaw prawnych. Dopiero w 1946 roku, po ustanowieniu odpowiednich ram prawnych powstała jako pierwsza Landowa Izba Lekarska w Bawarii (Landesärztekammer Bayern), a następnie bardzo szybko w pozostałych Landach. W DDR było inaczej, bo dopiero 1990 roku, po obaleniu Muru Berlińskiego powstały we wszystkich nowych 5 Landach także Izby Lekarskie, które funkcjonują do dziś.

Sądzę, ze Izby Lekarskie w Polsce i w Niemczech funkcjonują podobnie. Z tą różnicą, o czym już wcześniej wspomniałem, że dopuszczenie i organizacje egzaminów specjalistycznych zajmują się Izby Lekarskie.

Z końcem lat 90-tych wprowadzono rejestr szkoleń, udziały w kongresach, kursach, itd., które miały określoną ilość punktów. Izba Lekarska prowadziła więc dla każdego lekarza coś w rodzaju elektronicznej kartoteki. W ten sposób zawsze można było sięgnąć do tej kartoteki, aby szybko sprawdzić, ile punktów na swym koncie ma dany lekarz. Była to forma mobilizacji, ale tez i rozliczania każdego lekarza z konieczności dokształcania się.

Przy Izbie Lekarskiej działa Komisja Rzeczoznawców, która w przypadku roszczeń pacjenta przejmuje na swoje barki zajęcie stanowiska o słuszności roszczeń.  Dzieje się to w taki sposób, że całą dokumentację, czy historie choroby wysyła się do przynajmniej 2 niezależnych ordynatorów oddziałów. Najczęściej są to oddziały większe. Mogą to być oddziały nawet w różnych częściach Niemiec. Ta niezależność oceny polega na tym, ze nie jest znane, do których szpitali ta dokumentacja została wysłana.

W związku z tym, że akta te trafiały także na biurko moich szefów, wiec czasem z braku czasu mój szef jeden, czy drugi wyręczali się moja osoba. Jest to czynność dość żmudna, bo wymagająca wczytania się we wszystkie szczegóły przeszłości pacjentki i wydania opinii.

Niektóre ciekawe przypadki już po jakimś dłuższym czasie opisywane są z podaniem najważniejszych faktów, zmienionymi nazwiskami i miejscem zdarzenia w Ärzteblatt.

Błędy lekarskie były, są i będą częścią naszego życia lekarskiego. Znając błędy innych kolegów możemy łatwiej uniknąć ich popełniania w naszej codziennej działalności lekarskiej.

PS. Jak łatwo zauważyć temat pracy w niemieckiej służbie zdrowia może być interesujący zarówno dla lekarzy już doświadczonych, ale przede wszystkim dla młodego pokolenia lekarskiego w Polsce. Zdaje sobie sprawę, co świadomie pomijałem, a są tym negatywne strony samej emigracji na tak długi czas. Wiem, ze winien jestem czytelnikom przedstawienia tych negatywnych stron pracy, szczegółów organizacyjnych codziennej pracy szpitalnej i obciążenia tą praca. Może uda mi się przedstawić to, na czym polega inność pracy w szpitalu polskim i szpitalu niemieckim. Być może w następnym odcinku wywiadu.

Doktorze, dziękujemy serdecznie za ten cykl wywiadów. To ogromna wartość dla młodego pokolenia móc poznać tak szeroką perspektywę! Mamy nadzieję, że zgodzi się Doktor na kolejną cześć z nawiązaniem do wyżej wymienionych kwestii.

0