Co sprawia, że młody człowiek decyduje się zostać lekarzem?

Denerwujące brzęczenie w jej mieszkaniu rozpostarło się o godzinie szóstej rano. Na szczęście jest już kwiecień i o tej porze jest widno. Z oczami, z których opadały ostatki snu, wstała i dobrze wiedziała, że jest w tyle z nauką na kolokwium w czwartek. Zośki plan na ten dzień wyglądał tak: o 8:30-13:30 zajęcia na uczelni, później chciała zostać w bibliotece, aż do zamknięcia.

Jedna, dwie, czy trzy kawy? Wiedziała, że po jakimś czasie i tak przestanie liczyć. Szybki prysznic, śniadanie, przygotowanie jedzenia na później (bo kupowanie posiłków jest mało oszczędne, a gotowanie jest też zawsze jakąś przerwą od nauki w domu). Przewiduje, że przerobi dzisiaj 30-40 stron z patomorfologii, może nie jest to zbyt wiele, ale jest to trudny przedmiot. Zostaje jej jeszcze 60 stron książki do końca, które ma nadzieje, że zrobi jutro. Później zaplanowała powtórkę wszystkiego i przyswojenie informacji z prezentacji. Przechodzą ją dreszcze. Ostatnie zaliczenie ją pokonało.

NIE BOI SIĘ CIĘŻKIEJ PRACY I WIE, ŻE JEST ZDOLNY DO POŚWIĘCEŃ

Medycyna na studiach to głównie siedzenie nad książkami, a przede wszystkim pierwsze 3 lata. Ma się niewiele kontaktu z pacjentami, co może nudzić, a z drugiej strony liczne egzaminy są naprawdę stresujące. Po 6 latach studiów, absolwent odbywa 13-miesięczny staż podyplomowy w placówce medycznej. Po nim zdaje się Lekarski Egzamin Państwowy, ale otrzymując dyplom lekarza medycyny jest jeszcze do pokonania droga zdobywania doświadczenia. Później dla chętnych jest podjęcie kilkuletniej specjalizacji, o której zapewne jeszcze napiszę.

Ponadto po każdym roku studiów teoretycznie obowiązują 3-4 tygodniowe praktyki wakacyjne odbywane w szpitalu, co znacznie skraca wakacje. Droga do bycia lekarzem jest długa. Dlaczego, więc jest zawsze tylu chętnych na ten kierunek? Czy mamy świadomość, na co się skazujemy? Czy wiemy, że będziemy w stanie poradzić sobie z widokiem cierpienia? Jak zniesiemy śmierć swoich pacjentów? Jak powiedzieć choremu, że umiera?

Mimo to, że lekarze stają twarzą w twarz z ludzką krzywdą to w ich kierunku nadal rzucane są oskarżenia, że są zadufani, przemęczeni, w ciągłej pogoni za pieniądzem, niemoralni, stracili empatię, tylko przepisują recepty. Urynkowieni, zatopieni w procedurach, kontraktach, wszystko przeliczają na kasę. Ludzie mają za złe, że się wzbogacili, jeżdżą lepszymi samochodami, wakacje spędzają w ciepłych krajach, a pacjenta uważa za klienta, który przychodzi do gabinetu po konkretną usługę. Płacę = wymagam, tak do tego podchodzi wiele osób, a nie wszystko w naszych czasach da się wyleczyć.

SATYSFAKCJA I BIAŁY FARTUCH 

Wieloletnia nauka, zanim student stanie się samodzielny. Poświęcenie takiego kawału swojego życia. Ukształtowanym specjalistą jest się około trzydziestki, a do tego czasu jakoś dają sobie radę, pracują w podstawowej opiece zdrowotnej lub na szpitalnym oddziale ratunkowym. Studia lekarza trwają jednak całe życie. Na rynek ciągle wychodzą nowe lekarstwa, opisywane są coraz to inne jednostki chorobowe, a także pojawiają się różne doniesienia naukowe.

Niektórych napędza wizja pracy w szpitalu, pomagania ludziom, innych prowadzenie badań naukowych i zdobywanie kolejnych grantów oraz tytułów. Część osób będzie czerpać satysfakcje z bycie wsparciem emocjonalnym dla pacjenta i przyniesienie mu ulgi. Wykorzystania swojego chłonnego umysłu w dobrej sprawie. Zapewne na początku ciężkie przypadki, intensywne dyżury wiążą się z wielkim napięciem emocjonalnym. Z doświadczeniem, gdy widziało się już wiele nieszczęść, różnych sytuacji, człowiek łatwiej godzi się z ludzkim przeznaczeniem. Traktuje śmierć jak rzecz naturalną. W czasach przed pandemią wiele osób wyparło śmierć ze swojej świadomości, a wielu medyków musi się z nią mierzyć w pracy.

„W  szpitalu ludzie myślą, że lekarz jest jak mur, który broni śmierci dostępu do pacjentów, a sam nie ma prawa zachorować.”

BYCIE LEKARZEM TO BYCIE BOHATEREM

prof. KORNEL GIBIŃSKI (1915-2012), internista, gastroenterolog i były więzień w obozie koncentracyjnym, powiedział: Z przydziału dostawałem trochę aspiryny i jakieś krople przeciwbólowe, walerianowe. Tylko takie lekarstwa miałem i nimi leczyłem. Ludziom pomagało jednak przede wszystkim to, że mogłem ich zbadać. Po rozmowie z pacjentem przekładałem, więc te kilka buteleczek tak, żeby widział, że ja coś specjalnie dla niego wybieram. To skutkowało. Często choroba ustępowała, ludzie byli wdzięczni. Ile razy już po wojnie ci, którzy przeżyli obóz, przychodzili do mnie z podziękowaniami. W obozie nabrałem wielkiego szacunku dla medycyny, dla jej potęgi leczniczej. Okazało się, że lekarz może pomóc, nawet gdy nie ma nic do dyspozycji, w najbardziej tragicznych okolicznościach. Uważam to za największy sukces mojego zawodu, a nie coraz to nowe instrumenty, które lekarze mają do dyspozycji.

prof. WITOLD RUDOWSKI (1918–2001), chirurg, trafił do obozu pracy, gdzie również pracował jako lekarz, przyznał: W obozie panowały trudne warunki leczenia. Miałem podstawowe narzędzia i leki, ale zawsze mogłem pomóc. Czasami wystarczyło pacjenta opukać, osłuchać i porozmawiać. Najważniejsze, by pacjent nigdy nie odchodził od lekarza z niczym.

Często jest tak, że rozmowa  z lekarzem jest jak placebo i pomaga poczuć się lepiej. Jest to zdecydowanie supermoc w rękach medyka.

PRACA JEST EKSCYTUJĄCA

Duża część trafnej diagnozy to dobrze przeprowadzony wywiad lekarski. Każdy pacjent jest odrębnym przypadkiem, więc nie ma rutyny. Trzeba działać jak detektyw, ale nie można prowadzić przesłuchania. Konieczne jest wyrobienie sobie serdecznego podejścia. Skończenie medycyny daje również bardzo duże możliwości rozwoju. Można zostać lekarzem o różniej specjalizacji, jak również poświęcić się badaniom naukowym. Jest to wybór i podróż życia.

Pieniądze i osiągany status społeczny, które ciągną się za zawodem lekarza mogą być główną motywacją, tak samo jak istnieją osoby, które poszły na te studia pod naciskiem rodziców. Prawda jest taka, że nie skreśla ich to z bycia w przyszłości dobrymi lekarzami, bo mogą zmienić zdanie, czy odnaleźć dziedzinę, która ich pasjonuje.

Studenci medycyny są waleczni, w szczególności wymaga tego pierwszy rok. Z perspektywy pacjenta szanuję swoich lekarzy z racji tego, z ilu rzeczy musieli zrezygnować, aby być, w tym miejscu, w którym są.

A TY ZASTANAWIAŁEŚ SIĘ, JAKIE SĄ TWOJE MOTYWACJE DO BYCIA LEKARZEM?

2+